NASZ PRZECIWNIK

A ponieważ nasz przeciwnik też wie, że w konflikcie atomoiwym szanse na nikłą względ­ną wygraną przy nieobliczalnie wielkich obu­stronnych stratach ma strona inicjatywna (bo zniszczeniu ulegnie, powiedzmy, 50 procent ob­szaru przeciwnika w porównaniu z 75 procen­tami naszego terytorium), więc nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wyprzedzić przeciw­nika. I w tym momencie zaczyna działać fatal­ny mechanizm, który na wzór automatyzmu „on myśli, że ja myślę, że on myśli…”, wspo­minanego bardzo często przez T.C. Schellinga i innych specjalistów od teorii strategii, określa w następujący sposób: „On mógł­by tak zrobić, dlatego też powinienem tak zro­bić, w rezultacie czego on to zrobi, więc muszę to zrobić”. Tymczasem konflikt atomowy, jak to przykonywająco uzasadnia Rapoport, nie jest grą o sumie zerowej, lecz grą o zmiennej sumie przypominając dylemat więźnia — w której mogą wygrać obie strony w przypadku współ­pracy.

Cześć, mam na imię Emek i jestem zwolennikiem technicznych rozwiązań. Chciałbym Ci przekazać swoją wiedzę, abyś i Ty poznał ten wspaniały świat. Dołącz do mnie już dziś!
Wszelkie prawa zastrzeżone (C)